Love

31/05/2018

W maju postanowiłem wyjątkowo napisać tylko jeden post. Była to moja świadoma decyzja spowodowana tym, co mi się przytrafiło w tym niezwykłym miesiącu. Ale zacznijmy od początku.

 

Równo trzydzieści jeden dni temu przyjechaliśmy z Felem do Godziszki, skąd zabraliśmy K. Nazwę ją tak, gdyż prosiła mnie o to, że chciałaby pozostać anonimowa. Zresztą co tutaj dużo mówić, nawet na jej blogu nie znajdzie za wiele jej zdjęć czy informacji.

Z K znamy się już 13 lat i 9 m-cy. Poznaliśmy się w sierpniu przypadkiem na ulicy nad morzem w Pobierowie. Mieliśmy po 22 i 19 lat i od razu się zaprzyjaźniliśmy. Spędziliśmy razem niesamowity miesiąc włócząc się i odkrywając niezwykłe i piękne miejsca. Pod koniec wakacji pojechałem wraz z nią i jej rodzicami w góry. Mieszkali oni w Beskidach w Godziszce. Przez prawie dwa tygodnie żyłem w ich domu. Razem eksplorowaliśmy góry świetnie się przy tym bawiąc. Byliśmy tylko przyjaciółmi, nic więcej. Uwielbialiśmy gubić się razem, biegać po łąkach i cieszyć się życiem niczym dzieci. To były piękne czasy. K pokazała mi góry i rozkochała mnie w nich. Od czasu gdy po raz pierwszy przybyłem z nią w Beskidy, wiedziałem, że chciałbym tutaj mieszkać. Poczułem wielką moc gór i ludzi jacy w nich żyją.

Po wspólnie spędzonym miesiącu nasze drogi rozeszły się. K poleciała na siedem lat na Islandię a później na kolejne dwa lata do Brazylii. Spędziła też jakiś czas w kilku większych, europejskich stolicach. Czasami gdy K wracała w Beskidy, spotykaliśmy się. Zawsze uwielbiałem z nią się widzieć i rozmawiać gdyż bądź co bądź, K jest osobą niezaprzeczalnie najbardziej niezwykłą jaką kiedykolwiek poznałem. K ma w sobie tak wielkie pokłady miłości jakich nie spotkałem u nikogo wcześniej. Do tego dochodzi jeszcze to, że jej myślenie jest totalnie odmienne od naszego, polskiego. K od młodych lat wychowywała się w naturze a niemal każdą wolną chwilę spędzała pogłębiając jej więzi z nią. K jest najbardziej uduchowioną i świadomą własnej egzystencji osobą jaką znam. Niezwykle elokwentna, władająca kilkoma językami, prosta i bardzo uduchowiona. K jest też bez wątpienia dzikuską. Jest niczym mix Pocahontas i pastereczki której od dłuższego czasu poszukiwałem. Dużo można by pisać o K, jak choćby to, że nie używa komórki, FB czy jak sama o sobie twierdzi - pochodzi z innego świata. I ja jej wierzę.

 

Tak więc 30.05 zabraliśmy z Felkiem K z Godziszki i przyjechaliśmy do Międzybrodzia. Felko poszedł się bawić do sąsiadów a my leżeliśmy w hamakach na tarasie rozmawiając. I choć nikt z nas nie myślał nigdy o tym, że możemy być razem, stało się, K została u nas. Spędziliśmy w trójkę świetny długi weekend majowy po czym 6.06 ruszyliśmy z K w tournee po PL. Kolejne dwa tygodnie mieliśmy spędzić razem. Ja miałem szkolić a K eksplorować. Po mojej pracy mieliśmy spędzać czas razem. I tak też się stało. W ciągu dwóch pierwszych tygodni spędziliśmy cudowny czas m.in. we Wrocławiu, Toruniu, na Kaszubach i prawie tydzień nad morzem. Najczęściej uciekaliśmy z dala od ludzi odkrywając niezwykłe jeziora, puste plaże i cudowne zachody słońca. Muszę przyznać, że tak wielu zachodów słońca jak wtedy, nie doznałem chyba nigdy wcześniej. K kocha naturę a słońce to jej największa inspiracja za którą podąża. Przeżyliśmy razem niezwykle piękny czas.

W połowie miesiąca wróciłem w góry. W piątek zabrałem na weekend do siebie Felka a K wróciła na chwilę do Godziszki. W niedzielę wraz z moim małym smokiem pojechaliśmy po K. Fela odstawiliśmy w Miko i ruszyliśmy w kolejną, prawie dwutygodniową podróż po PL. Tym razem spędziliśmy cudowny czas w Kazimierzu Dolnym, na Warmii i Mazurach, w Krynicy Morskiej i na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. W góry wróciliśmy wczoraj. I choć niemal wszędzie gdzie byliśmy było piękne to i tak dziś stwierdziliśmy zgodnie, że najpiękniej jest w naszych górach. W naszym domu.

 

Z K spędziliśmy razem pełny miesiąc. W tym czasie pokonaliśmy ponad 5.000 km, widzieliśmy ok. 20 zachodów słońca, byliśmy na ok. 12 różnych plażach nad Bałtykiem, spaliśmy w domku na wodzie mazurskiego jeziora, leżeliśmy w polu rzepaku, zatrzymywaliśmy się i robiliśmy pikniki w lesie i nad jeziorami a także pływaliśmy przy świetle księżyca łódką po jeziorze. Mieliśmy piękny czas pełen rozmów, radości, pięknych chwil, krajobrazów, czułości i niesamowitej bliskości.

 

Stało się. Zakochałem się. K jest dla mnie pewną kropką nad "i" mojego dotychczasowego życia. Jest dopełnieniem mojego szczęścia. Moje ostatnie trzy lata uważam, że były cudownym czasem. Były niczym literka "i", ale bez kropki. Od czasu rozejścia się z mamą mojego synka i zamieszkania w górach miałem czas pełen prostych przyjemności, podróży, wspaniałego czasu z synkiem. Byłem tak bardzo szczęśliwy sam ze sobą i niczego mi nie brakowało. K jest jak kropka nad literką "i" mojego szczęścia. Jest ona dopełnieniem mojego szczęśliwego życia, moją muzą, inspiracją i kotem. Osobą, która tak jak ja, uwielbia się przytulać, poszukiwać piękna i żyć w zgodzie z naturą. K jest niezwykła a każda chwila spędzona z nią jest cudowna. K mówi o nas, że "znamy się 30 dni i 14 lat" i to jest prawda. Od wielkiej przyjaźni która nas połączyła prawie 14 late temu, właśnie teraz, dojrzalsi i świadomi własnego ja, będziemy starali się budować coś niesamowitego.

 

ps. dwa dni temu była pełnia. Razem z K poszliśmy na przepiękną, widokową trasę na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej na zachód słońca. Trasa liczyła niespełna 2 km i prowadziła pomiędzy zamkiem w Mirowie a Bobolicach. Najpierw podziwialiśmy niezwykły zachód słońca a później przez kolejne kilka godzin leżeliśmy na kocu obserwując księżyc w pełni. K kocha wszechświat a jej wiedza o nim jest ponadprzeciętna. Zresztą tak jak jej IQ. Znalazłem prawdziwą perłę, którą wpuściłem do mojej chatki i pozwoliłem, aby swoim światłem uczyniła nasz dom oazą miłości i czystego piękna

ps2. Felo uwielbia K. Gdy tylko on tutaj jest, razem uprawiają jogę, chodzimy wspólnie po lesie, K pokazuje mu to, co w życiu najpiękniejsze - prawdę, naturę i dobro. Cieszę się, że oboje zaakceptowali się na wzajem:)

ps3. najlepszy okres do tego, aby się zakochać to bez wątpienia wiosna. Wtedy też wszystko budzi się do życia, rozkwita. W tym roku nie było jednak wiosny, gdyż od razu pojawiło się lato. Maj był przepięknym miesiącem tego roku, był tak piękny jak to, że w moim sercu zamieszkała wielka miłość. Dziękuję K

 

 

 

 

 

 

Please reload

Please reload

Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now