Kolejny, świetny weekend z Felem

24/04/2018

Felka zgarnąłem z przedszkola w piątek ok 13:00. Super, bo nie widzieliśmy się aż 10 dni i w końcu znowu mieliśmy okazję być razem. Jadąc w góry stanęliśmy na placu zabaw na Straconce. To jest to, Felko uwielbia to miejsce a ja uwielbiam patrzeć na jego radość i wielkie szaleństwa. Stamtąd pojechaliśmy złapać kuriera, który miał dla mnie notki na szkolenia. Powrót do domu a w zasadzie tylko zostawiliśmy rzeczy i ruszyliśmy na plażę. Tam znowu młody szalał na zjeżdżalni z innymi dzieciakami. Później wzięliśmy rowerek wodny, aby popływać i zrobić „piknik”. Z „naszej plaży” przenieśliśmy się na następną plażę z rewelacyjnym placem zabaw gdzie młody znowu oszalał. Powrót do domu, kąpiel, zabawa LEGO, czytanie bajek i zasnęliśmy razem przytuleni. Czad, kocham spędzać czas z moim dzieckiem, na reszcie znowu razem:)

 

 

 

 

W sobotę wstaliśmy wcześnie. Zjedliśmy pożywne śniadanie na tarasie i ruszyliśmy do Suchej Beskidzkiej, aby tam pójść na górski szlak. Zostawiliśmy auto i ruszyliśmy łapać stopa na trasę. Pogoda była przepiękna. Wyciągamy oboje kciuki w górę, łapiemy pierwszy samochód i od razu jedziemy. Niestety Pan nie jedzie dalej i podwozi nas tylko kawałek. Czekamy minutę, jedzie kolejne auto. WOW, super, kierowca zatrzymuje się i od razu nas zabiera. Ale czad, dwa razy łapiemy stopa i od razu a pierwszym razem łapiemy auto. Mijamy szlak a kierowca mówi abyśmy poszli wskazaną drogą „tu jest lepiej, lekko pod górę a później płasko i dotrzecie do szlaku”. OK, dzięki, ruszamy. Niestety okazuje się, że jakieś dwie godziny idziemy bez szlaku. „Kurde Felko, zgubiliśmy się, totalnie nie wiem gdzie jest szlak...”. Ale Felko nie przejmuje się tym zbytnio, zresztą ja także bo słońce jest wysoko i na pewno prędzej czy później znowu odnajdziemy drogę do schroniska. Jest, udało się i ok. 14:00 docieramy do schroniska PTTK na Groniu Jana Pawła II. Jasny gwint, ja tu byłem kiedyś, ale numer. Jemy pomidorówkę (ulubiona zupa Fela), żurek, naleśniki z jabłkami a do tego sok jabłkowy i piwko. Felo przybija kolejna pieczątkę do książeczki PPTK. Po chwili ruszamy z powrotem do auta, po drodze mijając kozy i konie. Generalnie, zrobiliśmy ponad 13 km w górach przez siedem godzin. Czad, młody dał radę. Wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy do domu. Po drodze stanęliśmy nad zbiornikiem wodnym w Świnna Poręba. Niezła była droga do niego. Gdyby nie to, że mamy terenówkę, nie dalibyśmy rady tam dojechać. Super. Po niespełna godzinie byliśmy z powrotem w Międzybrodziu gdzie do samego zaśnięcia oprócz kąpieli oddaliśmy się zabawie LEGO. Zasnęliśmy znowu przytuleni razem, uprzednio czytając bajki Brzechwy. Kolejny przepiękny dzień.

 

 

 

 

 

 

W niedzielę młody wstał dopiero o 9:30. Nie dziwię mu się, w końcu wczoraj pobił rekord świata w chodzeniu po górach. Ja wstałem wcześniej i przygotowałem nam jajecznicę którą ze smakiem zjedliśmy na tarasie w otoczeniu przepięknych gór Beskidu Małego. „To co kochanie, idziemy dziś znowu w góry? Ale tym razem robimy krótszą trasę, co Ty na to?”. Ok. 11:00 łapiemy przy strażnicy pierwszego stopa. Po jakiś 5 min czekania, zabiera nas paralotniarz z którym jedziemy pod parking przy kolejce na Żar. Idziemy dalej i już po chwili kolejny samochód zabiera nas na start naszego szlaku. Śmieszne jest to, że znowu łapiemy na stopa paralotniarza. Pełno ich dziś w powietrzu, zresztą nie ma się czemu dziwić pogoda jest przepiękna i sprzyja lataniu. Ruszamy z Felem na szlak i już po jakiś 20 min biegania docieramy do Przełęczy Isepnica. Dalej idziemy na Przełęcz Przysłop a później na Jaworzynę. Dalej niebieskim a później żółtym szlakiem docieramy do domu. Jemy obiad i dalej lecimy na plażę. Młody znowu szaleje na zjeżdżalni a już po chwili bierzemy rowerek wodny i płyniemy na inną plażę gdzie Felo gra w piłkę z nowo poznanym chłopakiem a ja mam chwilę aby pogadać z nowymi znajomymi. Po jakiś pół godziny później wracamy na „naszą plażę” skąd idziemy do domu. Kąpiel, pakowanie na szkolenia, szybka zabawa LEGO i spać. Następnego dnia czeka nas poranna pobudka i droga do przedszkola – Felo a ja na szkolenia.

 

 

 

 

 

ps. w sobotę na szlaku przechodziliśmy przez Górę Żar. Śmieszne jest to, że była to inna Góra Żar niż ta, którą można znaleźć w naszej miejscowości. Nawet nie przypuszczałem, że w naszym paśmie gór, można znaleźć dwie Góry Żar.

ps2. Daliśmy sobie świetnie radę w poniedziałek rano. Ja w zasadzie obudziłem się chwilę przed budzikiem, przygotowałem Felowi kakao i poszedłem obudzić moją kluseczkę. A i ta wstała bez większego trudu:)

ps3. w ciągu dwóch dni zrobiliśmy z Felem 23 km spacerów po górach. To jest to:)

 

 

Please reload

Please reload

Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now