Sobota, podwójna inauguracja... Przepiękne miejsce odkryte, sztos dzień:)

15/04/2018

Tyle ostatnio się działo, że aż nie wiem od czego zacząć. To może zaczniemy od końca czyli dzisiaj, bo to najlepiej pamiętam. Pobudka ok. 9:00, prysznic a po nim przepyszne i zdrowe śniadanko w hamaku na tarasie. Dalej kawa z Kenii a teraz piszę i patrzę na góry. Obok mnie leży podobnie jak ja, wyluzowany kot:) Diuk czeka aż zjem, aby i on coś dostał:)

 

 

 

Wczoraj miałem mega świetny dzień. Wstałem koło 8:00, zjadłem śniadanko po czym wyruszyłem na targ i do Biedronki. Tam nakupiłem wiejskie jajka i twaróg oraz całą masę owoców. Wróciłem do domu, pogadałem nieśpiesznie z sąsiadami po czym zrobiłem cztery litry smoothie z: bananów, mango, ananasa, truskawek, malin, jabłek, mandarynek, winogron, grejpfruta, cytryny i arbuza. No i oczywiście dodałem do tego dwa rodzaje miodu- spadziowy i rzepakowy. Ależ to jest przepyszne:) Uwielbiam robić swoje smoothie i pić je codziennie rano gdy jestem w mojej chatce:)

A jeśli jeszcze do tego jest słonecznie i leży się w hamaczku na polu, odjazd gwarantowany.

 

 

Po krótkim odpoczynku, stwierdziłem, że może czas odkurzyć mój rower i sprawdzić czy nie do końca zdrowa rączka da sobie radę na przejażdżce. Uprzejmy sąsiad napompował mi koła i ruszyłem do wsi obok kupić coś w sklepie. Taki sobie cel wymyśliłem, aby nie jechać na darmo;) A ponieważ miałem ograniczony budżet a zachciało mi się kupić coś jeszcze, idealnie bo spotkałem znajomego, który pożyczył mi dychę. Uwielbiam ten malutki, wiejski klimat tutaj panujący:) Serdeczność ludzi i to, że możesz na nich liczyć.

 

 

Wracając z Międzybrodzia Bialskiego postanowiłem zajechać na chwilkę pod willę mojego przyjaciela Manu. Co prawda siedzi on jeszcze w Chamonix, ale liczyłem na to, że może spotkam tam kolejnego imigranta-zajawkowicza, mojego przyjaciela Karola, o którym pisałem np. w tym poście. Podjeżdżam pod willę a on akurat wychodzi.

"Siema, siema, idę na pizzę, dołączysz się?"

"No nie stary, pizzę jadłem wczoraj w biurze w Wawie i dziś nie mam na nią ochoty. Wpadłem do Ciebie bo chciałem sobie posiedzieć chwilę na tarasie w willi, ale spoko, co powiesz na melanż na rowerku wodnym połączony z kontrolą klifu?".

Wróciłem do siebie, spakowałem piwka do plecaka oraz inne melanżowe rzeczy po czym pojechałem rowerkiem na moją ulubioną plażę. Karol dotarł po chwili i już pedałowaliśmy na rowerku w stronę klifu. Cel był jeden - sprawdzić klify czy któryś się nadaje na to, aby postawić na nim chatkę. Była godzina ok. 18:00, słońce chyliło się ku zachodowi a my na rowerku wodnym po środku jeziora. Po jakiejś pół godzinie deptania udało nam się w końcu dopłynąć na klif. Zacumowaliśmy nasz pojazd i zeszliśmy na brzeg.

 

 

 

Ale czad... mega widok, jak na malezyjskich wysepkach, które pamiętam z jednej z ostatnich moich wypraw. Jasny gwint, ale niesamowite miejsce a do tego zachód słońca centralnie na wprost nas. No to odkryliśmy sztos miejscówkę:) WOW i można tu spokojnie zrobić ognisko:) Nie ma bata, jeśli odwiedzi mnie tutaj ktoś niesamowity, muszę ją zabrać na randkę właśnie w to miejsce:)

 

 

I tak oto posiedzieliśmy na klifie jakąś godzinę niespiesznie czekając aż całkowicie zajdzie słońce po czym ruszyliśmy w drogę powrotną. W totalu wypiłem trzy piwka więc miałem już lekką bombkę. I co tu teraz zrobić, przecież nie mogę wypity kierować rowerem. Co prawda w życiu nie widziałem na tej trasie policji a dodatkowo jechałbym tylko jakieś pięć minut, ale wolę nie ryzykować. Dzieląc się moimi przemyśleniami z Karolem usłyszałem "stary, przecież zmieniły się przepisy i teraz już nie zabierają prawka za ten czyn...". Faktycznie, rzut oka do wujka google i wszystko jasne. Yupii, brawo PiS po raz pierwszy:) W końcu zrobiliście coś dobrego!!! Wracałem więc rowerkiem na przyjemnym rauszu po raz pierwszy od niepamiętnych czasów:)

Przyjechałem, zjadłem coś i z książką zaległem w hamaku. Zacząłem czytać bodaj trzeci rozdział, który zaczynał się od historii z trekkingu w Himalajach. Ciarki przeszły mnie po całym ciele, byłem tam, doskonale czuję to, co pisze autor, ale czad... Po jakiejś godzinie zasnąłem z książką w hamaku. Obudziłem się w środku nocy po czym przeniosłem się na górę do łóżka. Kurcze nie pamiętam kiedy ostatnio tak miałem, aby zasnąć w hamaku czytając książkę, ale było mi tak dobrze...

 

Sobota więc była jak dla mnie mega mistrzowska, totalnie leniwa, nieśpieszna, z całą masą prostych przyjemności. Zapoczątkowałem sezon rowerowy, popływałem także po raz pierwszy w tym roku rowerkiem wodnym po jeziorze. Dodatkowo odkryłem mega punkt widokowy na klifie i spotkałem się z przyjaciółmi. Obłęd totalny. Do tego oczywiście pogoda sztos a wokół mnie cały czas były widoczne na horyzoncie góry. Moja bajka, mój raj:)

 

ps. gdy jadłem dziś rano śniadanko w hamaku spostrzegłem sąsiadkę. Od słowa do słowa powiedziała, że idzie się przejść. "A może chcesz pożyczyć rower i się przejedziesz? Rower i tak mam wystawiony tu na dole a dodatkowo jest wolny, jak chcesz to weź".  I tak oto pojechała... Lubię dzielić się z innymi moim szczęściem, to takie piękne gdy robisz dobre rzeczy dla innych...

 

 

Please reload

Please reload

Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now