Ten weekend z Felem był chyba najlepszy w naszej historii:)

08/04/2018

Praktycznie każdy weekend z Felem jest mega, ale ten był po prostu mistrz. Wczoraj mega wypad w góry i świetnie spędzony czas na wędrówce. Dzisiaj to samo z całą masą ciekawych przygód:)

Wstaliśmy ok. 9.00. Zjedliśmy niespiesznie śniadanie po czym poszliśmy się na chwilkę pobawić Lego. Wystarczyło nam zaledwie 10 min, aby zaspokoić nasz głód na tą przyjemność:) "To co Felko, szukamy trasę i lecimy w góry na szlak, co myślisz?". Pytanie z cyklu retorycznych zostało ciepło przyjęte. Rozłożyłem dwie mapy - szczegółową Beskidu Małego (1) i łączoną Beskidu Śląskiego i Żywieckiego, po czym zacząłem poszukiwania optymalnej dla nas drogi na dzisiaj. Wiedziałem, że nie może być zbyt ostro, bo wczoraj szliśmy 9 km i dziś Felo może nie dać rady aż tak powalczyć. Pod uwagę szły różne opcje w tym atak na Skrzyczne, czyli kolejna Korona Gór Polski, ale stwierdziłem, że to może zrobimy innym razem. Wybrałem dla nas szlak oddalony jakieś 20 min. drogi autem od naszej chatki. Plan był taki aby pojechać do Targanic, tam zostawić auto na końcu żółtego szlaku i dalej stopem dotrzeć na Przełęcz Wielkiej Puszczy (oddalony jakieś 4 km od auta). Stamtąd chciałem abyśmy poszli zielonym szlakiem na Przełęcz Bukowską i z powrotem żółtym do auta. 

 

 

Na miejscu byliśmy jakoś przed 12.00. Dość szybko złapaliśmy stopa. Jakiś młody chłopak pomimo, iż nie jechał w tamto miejsce, bez trudu nas tam podrzucił:) Kawałek tylko podeszliśmy asfaltem i byliśmy już na pięknej polanie, gdzie Felko zarządził pierwszy piknik z pyszną ciepłą herbatką i ciastem.

 

 

Totalnie się nie spieszyliśmy, więc pomysł został jak najbardziej przyjęty:) Zresztą co tu dużo mówić, dla nas chodzenie po górach to ma być przede wszystkim przyjemność i kontemplacja, więc nigdzie i nigdy nam raczej nieśpieszno;)

Ruszyliśmy dalej. Po jakiś 15 min marszu znaleźliśmy najpierw "ambonę" myśliwską, którą oczywiście musieliśmy odwiedzić i posiedzieć w niej troszkę a później domek na drzewie w lesie a pod spodem ławkę, gdzie Felko zarządził kolejny piknik. Ale czad, odkryliśmy domek na drzewie :)

 

 

 

Dalej u jednego z gospodarzy na podwórku przyszedł do nas młody kotek łasy zabawy. Felo oszalał i dopiero po jakiś 20 min mogliśmy stamtąd ruszyć dalej:) Dalej była wizyta u dwóch małych kózek oraz ich mamy. "Tato a Ty którą kózką chciałbyś być? Bo ja tą małą szarą" :) Dzieci są cudowne:)

 

 

 

Po kolejnych 15 min drogi odkryliśmy na wielkiej polanie agroturystykę. A że było już koło 14:30, zapytałem panią czy ma może jakiś obiad. Oczywiście, że obiad dla nas się znalazł. Dwa obiady, kotlety, ziemniaki, surówki i ta śmieszna cena 20zł za całość:) Pani powiedziała, abyśmy z 20 min poczekali, ale od razu dodała, że tam na polanie jest trampolina, huśtawka i domek na drzewie. Buhahah, kolejny, ale czad, pomyślałem:) Młody oszalał. Trampolina na wielkiej polanie w środku puszczy.

 

 

 

A że dziś mieliśmy zajawkę, że szukamy Chickaletty z "Psiego patrolu" i akurat byliśmy na agroturystyce, nie mogliśmy nie zajrzeć do zwierzątek do obory. Widząc to miejsce i otwarte tam drzwi najpierw zapytałem gospodarza czy możemy tam zajrzeć, po czym powiedziałem do Fela - wchodź!:) Młody wszedł po czym patrzy nam mnie i mówi "Tata, tu jest krowa!". Wchodzę i patrzę a tu faktycznie wielki krowi łeb niemal nas dotyka. Młody oszalał. Po wizycie u zwierzątek ruszyliśmy się bawić na trampolinę. Tj. młody na trampolinę a ja na stylową huśtawkę. Młody wariował ile miał sił. Dalej był obiad i ciąg dalszy zabaw. Na do widzenia zaszliśmy jeszcze do krowy na sesję:)

 

 

Ruszyliśmy dalej zielonym szlakiem. Gdy doszliśmy w końcu do skrzyżowania zielonego i żółtego szlaku po jakiś 3,5h drogi (normalnie idzie się go 1h), stanąłem jak wryty. Kurde, wycinka drzew, wstęp wzbroniony, droga nie do przejścia:/ Rzut oka na mapę, nie ma wyjścia, musimy zawrócić tym samym szlakiem, którym tu doszliśmy. Szkoda, bo akurat na końcu tego szlaku mamy auto, ale co zrobić. W międzyczasie zadzwonił znajomy. "Co robicie? My właśnie wjechaliśmy jeep'em na Magurkę, dacie radę jakoś szybko wrócić i pojedziemy gdzieś razem?". Czad opcja, pojeździć prawdziwym mega jeepem po ostrych górach, jasne, że się na to piszemy:) W międzyczasie Karol napisał sms "może jakiś patrol klifów nad jeziorkiem rowerkiem wodnym?". Kolejna mega opcja na horyzoncie, ale nie wiem jak czasowo damy radę pomyślałem. Zobaczymy, może się uda. Droga powrotna na start szlaku zajęła nam jakąś godzinkę. Kolejne 15 min czekaliśmy na stopa i udało się, podrzucili nas przemili Państwo z naszej wsi, nota bene nasi nieznani wcześniej sąsiedzi:)

Do domu wjechaliśmy o 16:50. Ledwie co zaparkowaliśmy auto to na plac wjechał piękny, czarny Jeep Wrangler. "Felo, zmieniamy buty, myjemy ręce i lecimy". No i już po chwili śmigaliśmy po górach mega 4x4. To jest czad, świetnie że udało nam się zgrać i mogliśmy to zrobić. Pojechaliśmy na Kiczerę skąd mieliśmy wspaniały widok na Żar i całą panoramę Beskidu Małego, Śląskiego i części Żywieckiego.

 

 

Chwilę pogadaliśmy, ustaliliśmy szczegóły wspólnego, przyszłorocznego tripu do Iranu i w drogę z powrotem. A że na dworze wciąż było jasno i ciepło, postanowiliśmy iść z Felem nad jezioro pokarmić jeszcze trochę kaczek i łabędzi. Powrót do chatki, kąpiel, kakao, poczytanie bajek, podziękowanie Bogu za cały, kolejny piękny dzień i słodziak już śpi a ja piszę.

 

 

Mieliśmy niesamowity weekend, niemal cały na świeżym powietrzu, cały spędzony w 100% razem. Weekend gdzie mieliśmy okazję świetnie się bawić i nawzajem, uczyć się życia. Przepiękna pogoda sprzyjała spacerom i odkrywaniu górskich szlaków. Jest czad, zaszczepiłem w młodym chodzenie po górach a dodatkowo sam znalazłem do tego mega kompana. Najlepszego:) Młody ma zajawkę, więc jest giga:)

 

ps. dziś mieliśmy "scenariusz" naszej górskiej akcji taki, że Chickalettę porwał orzeł razem z Garmadonem. Dobry motyw był taki, że gdy Felowi w lesie nagle zachciało się za silną potrzebą, to co zrobił nazwał "czekoladowym ciasteczkiem dla Garmadona". Boziu jaki ten słodziak miał z tego ubaw:) No cóż tu dużo mówić, tata wariat to mały nie może być inny:)

ps2. gdy wczoraj szliśmy na wieczorny spacer młody powiedział "tata a weźmiesz czapkę z daszkiem? Ja mam i będziemy mieć razem".  I tak oto od wczoraj wieczora oboje nosimy czapki z daszkiem:)

ps3. zaczyna się u nas sezon. Pojawia się pełno aut i motorów w okolicy. Coraz więcej widać turystów. Lubię takie akcje gdy ta jak wracaliśmy z Porąbki i w naszą stronę stał sznurek samochodów. Zawsze wtedy myślę sobie z szelmowskim uśmiechem na ustach - "no co tam, musicie wracać do domów co? Niezły macie korek, aby stąd wyjechać... a my wracamy właśnie do naszej chatki w raju i nie mamy korka:)" Nie jest to może mega miłe, ale uwielbiam gdy wracam do siebie i nie muszę stać w korku a widzę olbrzymi korek ludzi wyjeżdżających od nas:)

ps4. jak tak patrzę na ten wpis to spokojnie mógłbym z niego zrobić kilka wpisów tak wiele mamy fajnych zdjęć. Tylko po co? Blog ten nie powstał dla poklasku a dla dokumentowania naszego prostego, szczęśliwego życia pełnego pasji i spełnionych marzeń:) To jest mój główny cel pisania. Marzyłem o tym, aby kiedyś napisać książkę i jak widać, cały czas ona powstaje:)

 

(1) - dziś dopiero zauważyłem, że na okładce mapy Beskidu Małego którą mamy, jest widok z naszej plaży w Międzybrodziu:) I to dokładnie ten, który widać na zdjęciu gdy Felo karmi zwierzęta wodne:)

Swoją drogą szukając jej w necie, natknąłem się na kolejną mapę tego samego pasma gór, gdzie było inne, ale także zdjęcie Międzybrodzia:)

 

 

 

Please reload

Please reload

Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now