Dzisiejszy dzień nie był Mega. Nie był nawet Giga. On był po prostu Tera:)

07/04/2018

Pobudka nie wiem o której. Razem z Felem otwieramy oczy w tym samym momencie i patrzymy na siebie. Pierwsze spojrzenia na niego i już widzę, jest moc, dzieciak ozdrowiał:) W jego oczach widziałem "życie", czyli coś czego mi po prostu wczoraj w nim brakowało...

 

 

Śniadanie a na nie: bułka, parówka, ketchup i herbata miętowa. Dla mnie jeszcze obłędne smoothie. Jest czad, młody szaleje i wrócił do formy. Jest taki jakim go znam:) Szybkie pranie wczorajszych, wieczornych "brudów" po czym pada moje pytanie, a w zasadzie cała ich seria: "To co kochanie robimy? Gdzie jedziemy w góry? A co Ty na to, jakbyśmy poszli dziś w góry i spali w schronisku? Hmm... zaczekaj, wezmę mapę i coś wymyślimy... Już wiem! Chodź tutaj powiem Ci jaki mam plan. Jedziemy autem do Międzybrodzia Bialskiego, tam zostawiamy auto, łapiemy stopa na Przegibek i stamtąd lecimy najpierw na Magurkę, później zdobywamy  jeden ze szczytów Korony Gór Polski - Górę Czupel i dalej wracamy do auta w Międzybrodziu Bialskim. Co Ty na to?"

"Dobra, ale jak tam zaparkujemy na parkingu to idziemy kupić jagodziankę"

"Buhahaha, jasne kochanie, to co, zbieramy się?"

 

 

Pół godziny później, ok. 11.00 byliśmy już w drodze. Kurtki w plecaku, ciepła herbata, jakieś kanapki. Możemy ruszać! Ahoj przygodo:) Jako że jagodzianek nie było, kupiliśmy w zastępstwie zasugerowaną przez Fela słomkę ptysiową. Radość na jego twarzy równie wielka i bezcenna:) Za słomkę zapłaciłem 4zł;)

Poszliśmy łapać stopa. Odległość do przejechania mieliśmy niewielką, więc już po jakiś 5 min przyjemnego zatrzymywania lokalnych, górskich aut (dodam, że było ok. 20 st. pełnego słońca) trafiliśmy na fajną dziewczynę. W dodatku miała fotelik, więc tym bardziej był czad:) Pomimo iż jechała bliżej, podrzuciła nas na Przegibek. Super.

 

"Felo zaczynamy trasę, przed nami jakieś 3h drogi. Najpierw za jakąś godzinkę dotrzemy na Magurkę, tam odpoczniemy, zjemy coś, po czym pójdziemy dalej na Czupel jakąś kolejną godzinkę i dalej jakąś godzinkę w dół do auta. To co lecimy?"

 

No i polecieliśmy. Po drodze mijaliśmy "dużo" turystów, bo dzień był mega przepiękny jak na chodzenie po górach. Szczególnie przyjemni byli dużo starsi ludzie, którzy zagadywali Felka opowiadając mu ze spokojem i radością w głosie jak dobrze robi, że chodzi po górach. To jest to, ludzie w górach są jacyś "inni" od "większości", którą spotkamy np. w mieście. Nieważne. Na szlaku spotkaliśmy też jakiś biegaczy, którzy lecieli w drugą stronę. W sumie jakieś 50 km po górach. Ludzie to mają zajawki tak biegać. Najlepsi byli Ci, którzy stawali np. aby porobić zdjęcia, tudzież w kolejce do kasy w schronisku pytali o pierwszeństwo po czym kupowali małe piwko i jakiś szybki obiad:) Oczywiście byli też i biegacze-cierpientnicy, ale jak widać i tacy są na świecie potrzebni;)

 

Pierwszą przerwę mieliśmy po jakiś 45 min. podejścia. Przepiękne miejsce, chyba jedno z najlepszych na tym szlaku. Widok na "początek" Beskidu Małego i Bielsko, pierwsza klasa. Uwielbiam to miejsce. Widoczność pierwsza klasa a i ja aparat wziąłem ze sobą więc szczęście spotęgowane (1).

 

 

Ruszyliśmy dalej w kierunku Magurki. Felko zaczynał coraz bardziej podpytywać kiedy dojdziemy. Kotek, jeszcze jakieś 30 min, myszko 20 min zostało, 15, itd... brzmiały moje odpowiedzi. To, że szliśmy cały czas pod górkę, młodego nie nastawiało pozytywnie. No tak, nie wiedział w końcu ile jeszcze pójdziemy, ta droga musiała być dla niego niekończącą się opowieścią. Ale dawał radę.

Gdy zaszliśmy do schroniska na Magurkę Felo zażyczył sobie soczek jabłkowy. Na jedzenie nie miał szczególnej ochoty (2). No tak, przecież przed chwilą zjadł jakieś dwa tuziny słomek ptysiowych:) Ja wziąłem czeskie lane pyszne piwko po czym wyszliśmy "na pole" posiedzieć na słońcu. Dosiedliśmy się do jakiś starszych Państwa po czym Felo odpoczywał wygłupiając się ze mną na ławce a starsi Państwo opowiadali o górach. W pewnym momencie rzekli:

"... no niech Pan zgadnie ile mamy lat?", przemili małżonkowie zapytali.

No nieźle pomyślałem, nie mam pojęcia jak określa się wiek ludzi starszych pomyślałem po czym powiedziałem: 

"jakieś sześćdziesiąt pięć?"

"Buhahaha, mąż ma 83 a ja 76" zabrzmiała odpowiedź.

Śmiejąc się wspólnie z nimi, pożegnaliśmy przemiłych rozmówców. W czasie tej półgodzinnej rozmowy Felo zaczął  na nowo szaleć na trawie.

"No dobra młody człowieku, jak widzę, jesteś już gotowy, aby ruszyć zdobyć z tatą najwyższą górę Beskidu Małego. To ruszajmy!"

Poszliśmy dalej, ale tym razem zaczęliśmy "kręcić sobie filmy" na zasadzie "ej Felo, zobacz oni nas doganiają, biegnijmy" lub "to jest Garmadon, on nas chce złapać, lepiej pędźmy, musimy go zgubić":) I tak oto "trudy podróży" zamieniliśmy w "zapomnieliśmy o trudach podróży" i świetnie się bawimy :) (3). Cała trasa na Czupel zajęła nam przez to chyba nawet krócej niż zaplanowana godzina. Ten odcinek z Felem był mega, kolejny zresztą także. Na Górze Czupel zrobiliśmy kolejną dłuższą przerwę. Felo poznał trzylatkę, wygadaną i przesympatyczną Marlenę i razem bawili się kamieniami tworząc przeróżne z nich konstrukcje jak np. wulkany.

 

 

Na Czuplu spędziliśmy jakieś 45 min, tak dobrze nam się bowiem siedziało. Dalej w drogę w dół. Schodziliśmy kawałek niebieskim szlakiem a później czerwonym (4). Czerwony nie był zbyt sympatyczny bo cały czas prowadził ostro w dół. Pocieszam się tym, że w drugą stronę za żadne skarby nie chciałbym go przechodzić;) Ok. 16:30 zaczęły pojawiać się pierwsze zabudowania. "Jesteśmy, kochanie, udało nam się!!!":)

 

 

Szczęśliwi wróciliśmy autem do domu, gdzie zjedliśmy pomidorową oraz ryż ze 100% dżemem z truskawek. Swoją drogą jedne z najlepszych dżemów sklepowych jakie jadłem:) (5).

Po obiedzie skoczyliśmy znowu na chwilę do Bialskiego do Willi Manu. Co prawda nasz francuski przyjaciel wraca z Chamonix koło 28.04, ale pojechaliśmy tam na chwilę wychillować z Karolem bikerem o którym pisałem tu już nieraz. Wypiliśmy po piwku (ja oczywiście bezalkoholowym), młody pobawił się trochę autkami na polu (6), po czym ruszyliśmy do naszej chatki. Gdy wracaliśmy młody szalał i znowu go roznosiła energia. Całą drogę w aucie śmiał się i wydawał dziwne, śmieszne dźwięki". Gdy dojechaliśmy do Ondraszka (7), zobaczyłem na ławce Mirka i Januszka. "Kocik to może pójdź się chwilę pobaw jeszcze LEGO jak chcesz a ja z nimi pogadam?'". Zadowolony Felo poleciał do góry a ja poszedłem się zmelanżować i pogadać do nich.

"Napij się wódki z nami... Jak się nie napiszesz to nas zakapujesz, musisz choć trochę się napić". 

"Kurde, ale ja nienawidzę wódki. Przecież jak ja to wezmę do ust to mogę tu pawia Wam puścić jak Felo wczoraj".

W końcu po długich namowach się przełamałem i jeden mały, symboliczny kieliszek z nimi wypiłem, aby nie zostać konfidentem. Swoją drogą jak jutro dobrze pójdzie to z Felem pojedziemy z Mirkiem i jego bratem ich Jeep Wrangler'em ściągniętym z USA na górski off road. Musimy bowiem omówić temat naszego przyszłorocznego prawdopodobnego wyjazdu do Iranu, gdzie chcieliby, abym był ich "przewodnikiem". Pogadałem z chłopakami 20min po czym już wracam do chatki do Fela a ten słodziak ubrany wychodzi mi na spotkanie.

"Kochanie a Ty już do nas tam idziesz? Chcesz iść jeszcze na spacer?"

"Tak, chodźmy pobiegać na dwór...". Swoją drogą to ja nie mam pojęcia skąd dzieciaki mają tyle siły. Ja dziś jestem na prawdę trochę zmęczony a ten by jeszcze biegał. Poszliśmy więc na chwilę do Januszka i Mirka po czym wzięliśmy jedzenie dla kaczek i ruszyliśmy nad jezioro. A że było już ciemno to kaczek co prawda nie pokarmiliśmy, ale przynajmniej miło spędziliśmy czas na kolejnym spaceru:)

Powrót do domu, szybkie mycie i do łóżka. Najpierw pooglądaliśmy nowe bajki Lego (polecam szczególnie ) a później zarzuciliśmy LEGO Minecraft. Jest super, podoba nam ona się, fajna sprawa:) Po zgaszeniu kompa zaczęły się nocne rozmowy z moim słodziakiem o dzisiejszym dniu i inne głupoty. Smok nie zamierzał jeszcze spać więc się wygłupialiśmy. Aż padł. O 21:30. A ja piszę i oglądam zdjęcia z dzisiejszej wyprawy:)

 

Tak, bez wątpienia jeśli miałbym wymienić najlepszy dzień w życiu jaki miałem kiedykolwiek z Felem, dzisiejszy dzień byłby w pierwszej trójce. Po wczorajszej chorobie młodemu dzisiaj jakby wyrosły skrzydła. Wspólne pójście w góry, kontemplacja i zabawa, wspólny czas, to było to. Dodam może, że małemu mega się to wszystko podobało i przez połowę drogi szedł ze mną za rękę. Mega świetny dzień i przepiękna pogoda. Jak to niektórzy mówią "wspaniały do zerzygania", to tak nawiązując do wczoraj;) To co jutro powtórka?:) Patrząc na pogodę, będzie jeszcze lepiej. Yupiii:)

 

 

A tutaj Felo który sobie śpi obok mnie. Mój mały bohater dzisiejszego dnia otoczony świeżakami:)

 

 

(1) dziś po raz pierwszy od jakiś dwóch m-cy zrobiłem zdjęcia moim wspaniałym aparatem:) Niestety sprawność mojej prawej ręki nie jest najlepsza, więc ciężko robi mi się nim zdjęcia, ale przyjemność fotografowania nim, jest niesamowita. Niestety zdjęcia z komórki wyszły jakoś lepiej, więc tym razem jeszcze to je załączam;)

(2) w schronisku w pewnym momencie zobaczyliśmy jak dzieciaki przybijają pieczątki do książeczki. "Felo a może i Ty chcesz książeczkę, którą będziemy brali zawsze w góry i zbierali pieczątki?". Pytanie było retoryczne i tym samym z Felem rozpoczęliśmy dzisiaj zbierać pieczątki PTTK:)

(3) nie wiem co było prawdą odnośnie tego, że szło nam się lepiej. Czy to, że nie musieliśmy już wchodzić pod górkę tylko raczej było po płaskim, czy to, że Felo odpoczął, lub też pomogło nam to, że wymyślaliśmy sobie po drodze różne gry i "akcje":)

(4) Felo dołożył do tego story i gdy wieczorem poszliśmy jeszcze na spacer to zobaczył, że idziemy żółtym szlakiem, który biegnie obok naszej chatki i doszedł do wniosku: "tato, dzisiaj szliśmy trzema kolorami szlaków: niebieskim, czerwonym i żółtym - jak..." I tu zaczął kolory dopasowywać kolory do bohaterów ulubionych bajek:)

Felo wymyślił tez sobie, abyśmy jutro poszli jeszcze jakimś czarnym i zielonym szlakiem, bo takimi teraz jeszcze w weekend nie szliśmy;) No nic, może jutro nam się uda:)

(5) jeśli chodzi o dżemy to wkrótce z Felem będziemy mieli znowu okazję kupować mega domowej produkcji dżemy w "Karczmie u Putina". Yupii, już pewnie na majówkę otworzą jedną z najlepszych knajp z pstrągiem w Polsce. Mniam, uwielbiamy tą rybkę z lokalnych, górskich hodowli:)

(6) m.in. w moich okolicach używa się zwrotu "do pola" gdy mówi się o tym, że ktoś idzie "na dwór":)

(7) Ondraszek to dawna nazwa ośrodka gdzie mamy domek:)

 

ps. dziś w górach znaleźliśmy coś mega a mianowicie kij obdarty z kory, wysuszony na powierzchni którego były same wzory. Doszukaliśmy się w nich wielu obrazów. Czadowa zabawa. Żałuję, że go nie wzięliśmy ze sobą, ale co zrobić. Czasami takie można znaleźć w lesie, następnym razem wezmę go ze sobą. Będę takie zbierał i znajdą się na naszym nowym tarasie celem jego przyozdobienia. Tak czy siak z Felem wzięliśmy dzisiaj dwa ciekawe kamienie z lasu, które będą nam przypominały w namacalny sposób o naszym super tripie.

ps. 2. Felo od dawna już mówił o tym, abyśmy poszli na Czupel i voilà, dzisiaj nam się udało:)

ps3. niesamowicie przyjemnie jest z własnym synem chodzić po górach:) W ogóle chodzenie po górach może być piękne:)

 

 

Please reload

Please reload

Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now